📍RECENZJA📍
#współpracabarterowa z Wydawnictwo Literackie
Pierwsze wrażenie? Nostalgia i zachwyt. Pirx to taki pilot, który nie ratuje galaktyki na pokaz – on po prostu pracuje w kosmosie. I ta zwyczajność jest tu absolutnie genialna. Żadnych herosów w lśniących zbrojach, za to dużo wątpliwości, zmęczenia i… złośliwych maszyn 😅
Fabuła to zbiór opowiadań – każda historia to inna misja, inny problem. Czasem awaria, czasem test psychologiczny, czasem coś, co nie powinno się zdarzyć… Stanisław Lem pokazuje, że kosmos to nie tylko przygoda, ale przede wszystkim odpowiedzialność. I niebezpieczeństwo, które czai się tam, gdzie najmniej się go spodziewasz.
Bohater? Pirx to złoty środek między ideałem a wrednym facetem z blizną. Jest ludzki – popełnia błędy, ma wątpliwości, ale nie poddaje się, nawet gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia. Czy go polubisz? Zależy – jeśli masz dość nieomylnych superbohaterów to zakochasz się w nim bez pamięci ❤️
Emocje? Napięcie rosnące powoli, potem nagle seria zwrotów akcji. I ten niepokój, który zostaje po lekturze – „a co, jeśli kiedyś to się naprawdę wydarzy?”.
Tempo jest zmienne – Lem potrafi przeprowadzić czytelnika przez techniczne szczegóły, ale nagradza go puentą, która zwala z nóg. Styl? Precyzyjny, oszczędny, momentami suchy, ale to celowy zabieg, by prawdziwe emocje wybrzmiały jeszcze mocniej.
Dla kogo? Dla tych, którzy chcą zacząć przygodę z Lemem, ale boją się „Fiaska” czy „Głosu Pana”. Dla fanów krówkowych klimatów, klasycznego SF i opowieści, gdzie człowiek mierzy się nie z potworami, tylko z własnymi ograniczeniami. I dla wszystkich, którzy lubią, gdy autor serwuje prawdziwe zaskoczenie w ostatnich kilku stronach.
Moja ocena: 9/10 🌟
Pytanie do Was: Czy Wy też macie wrażenie, że Pirx to taki „zwykły chłopak, który cudem nie rozniósł w drobny mak całej stacji orbitalnej”? A może ktoś woli bardziej heroiczne postaci w SF? Dajcie znać! 👇
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackie za egzemplarz książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz