Ostatnio w końcu sięgnęłam po książkę, o której było ostatnio tak głośno – i rozumiem już ten cały szum! 📖✨
„Miałeś się nigdy nie pojawić” Eweliny Dobosz to historia, która wciąga bez ostrzeżenia i nie daje o sobie zapomnieć.
Od pierwszych stron poczułam ten specyficzny, gęsty klimat – tajemniczy, trochę mroczny, ale przy tym niezwykle intymny. Autorka buduje napięcie w sposób, który sprawia, że chce się czytać „jeszcze jeden rozdział”, dopóki nie zrobi się 3 nad ranem 😅
Fabuła? Oj dzieje się! ❤️🔥 To nie jest kolejna cukierkowa historia – to opowieść pełna emocjonalnych zakrętów, trudnych wyborów i relacji, która od początku wydaje się skazana na porażkę… a jednak tak bardzo chce się wierzyć, że to nieprawda.
Bez spojlerów mogę zdradzić, że to książka, która trzyma w niepewności do samego końca.
Bohaterowie są absolutnie autentyczni – z wadami, lękami i bagażem doświadczeń. Momentami miałam ochotę nimi potrząsnąć, a za chwilę przytulić. Emocje aż kipią! 🤯 Ewelina Dobosz świetnie operuje psychologią postaci – to właśnie dzięki nim ta historia zostaje w głowie na dłużej.
Tempo akcji? Idealne! Nie ma tu przynudzania – wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, a styl pisania autorki jest płynny i wciągający. Czyta się naprawdę szybko i przyjemnie.
📌 Komu polecam?
Na pewno fanom historii z pazurem, gdzie miłość miesza się z bólem i tajemnicą. Jeśli lubicie książki, które nie boją się poruszać trudnych tematów i zaskakują (ale nie na siłę!) – to będzie strzał w dziesiątkę.
Moja ocena? 9/10 ⭐
To jedna z tych historii, które chce się polecać dalej i o których dyskutuje się godzinami.
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Amare / Novae Res / Zaczytani za egzemplarz książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz